Brudasy do hamamu (tureckiej łaźni)!

Nie wiem dlaczego tak długo czekałam z pójściem do hamamu. Ale wreszcie stało się. Wszystkie trzy, z Kamilą i Ewą, wkraczamy w całkiem nową dla nas sferę. Już przy wejsciu z podwyższonej wilgotności parują mi okulary. Małe pomieszczenie: na wprost kasa, po lewej mała „szatnia”. Wstęp całodzienny 6 TL, choć słyszałam, że w Stambule kosztuje nawet 60TL! Poza tym do kupienia mydełko i tzw. kese, czyli rękawica do pilingu skóry. Jednak my arogantki, jako, że wykąpałyśmy się już w domu, poniechałyśmy wszelkiego zakupu. Oddajemy nasze buty do bucianej szatni, ubieramy klapki. Małym pokrętnym korytarzem wkraczany do szatni. Robi się coraz to cieplej. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to zrelaksowane półnagie kobiety, czasem jeszcze okryte ręcznikiem, śpiące na ławach lub rozmawiające. Na stolikach –  jedzenie i napoje. Od razu widać, że spędzają tutaj kilka godzin, regularnie co wtorek (dzień dla kobiet jest tylko raz w tzgodniu). Trójka cudzoziemek od razu przykuła ich uwagę. My skromnie, w milczeniu przechodzimy na drugie piętro. Tutaj szatnia prawie pusta. Z gorąca czym prędzej się rozbieramy do strojów kąpielowych. Już czuję, że w hamamie będziemy tworzyć nie lada atrakcję.  Odczekujemy chwilę w przedsionku (który już był gorący) i wchodzimy w paszczę lwa. Gorąco! Parnie! Daję sobie max 5 minut i zaraz znikam. Z gorąca niehlujnie przyglądam się pomieszczeniu – zbudowane na planie prostokąta, wysokie na 2 piętra, sufit wsparty na 4 masywnych marmurowych kolumnach- ściany, parkiet, ławy… wszytko pokryte białym marmurem. W centralnej części basen. Flankują go fontanny przyległe do ścian, oblepione przez ospałe kobiety nieustannie chłodzące się wodą. Basen wieńczy wielki syfon, z którego tryska pod wysokim ciśnieniem gorąca woda. Po lewej od wejścia są prysznice, po prawej ławy. Do hamamu prowadzą marmurowe schody, na których właśnie stoimy. Totalnie zagubione, myślimy co dalej. Bez okularów widzę wszystko jak za mgłą, a od wysokiej temperatury i wilgotności już robi mi się słabo. Postanawiamy usiąść i przytulić się do zminego marmuru. Ha, zimnego, skała nagrzana niewiele chlodniejsza od temperatury panującej w pomieszczeniu. Mimo to już chcemy siadać, aż podbiega do nas kobieta mówiąc, że najpierw mamy iść pod prysznic. Posłusznie i z nieoczekiwaną przyjemnością schłodziłyśmy się wodą. Czy naprawdę była zimna, trudno stwierdzić! Zadowolone wracamy na nasze miejsce, myśląc o kąpieli w basenie. Heh, kolejny stopień wtajemniczenia przekazuje nam dobra pani. Macha do nas z oddali, coś krzycząc. Dopiero teraz zauważyłam, że jest naga, zresztą jak pół hahamu. Okazuje się, że aby wejść do wody musimy się umyć. Mydełkiem i szamponem. Jako przykład pokazała kobiety myjące się na wzajem oraz panią zawodowo myjącą klientki w hamamie. Nie mając zbytniego wyboru, wracam do szatni by zakupić mydło i kese. Przy okazji dowiaduje się, że woda w hamamie jest wysoko mineralizowana, doskonale wpływająca na stan skróry i włosów, i wogóle całego organizmu. Pobierana jest z okolicznych źródeł. Wracam do hamamu. Uff jak gorąco. Zawsze ten pierwszy moment jest najgorszy. Jak za mngłą dostrzegam kobietę tutaj pracującą. Pytam się ile kosztuje umycie jednej osoby. 4 TL. Swietnie. To my wszystkie ustawiamy się w kolejce. Ja idę pierwsza. Pani każe mi się położyć brzuchem na ławie. Bez chwili zwłoki, pewnym ruchem zdejmuje mi majtki i stanik i zaczyna szorować. Dziewczyny śmieją się co niemiara, a ja na granicy bólu zastanawiam jak długo to wytrzymam i czy to szorowanie jest bardziej bolesne niż  relaksujace… To 5 minut trwało wieczność. Ale jak świetnie czułam się już po, długo by mówić. Całkowicie odprężona dopiero po chwili zauważyłam wielkie rulony martwego naskrórka i brudu pokrywającego moje ciało. Byłam w szoku. Nie zdawałam sobie sprawy, że byłam aż tak brudna(?). Po umyciu wreszcie mogę wskoczyć do basenu. Gorąca woda, szybko zabrała jednak moją energię i entuzjazm, zamieniając mnie w mgnieniu oka w zdechłą rybę. Tak w nowym ja unosiłam się we wrzątku, akumulując energię do wyjścia. Nie wiem ile czasu spędziłam w wodzie, a ile siedząc przylepiona do fontanny, regularnie oblewajac się  zimną(?) wodą. Czując się odprężona i śpiąca, po raz pierwszy dokładniej przyjżałam sie otoczeniu. Hamam był pełny. Przeważały kobiety po 50., półnagie, leżące na ławach, myjące się (także w miejscach intymnych) lub rozmawiające. Poczułam się zdezorientowana. Większość tych kobiet w miejscach publicznych zakrywa swoje włosy, czoło, czasem polika i usta chustami, nosi długie suknie i płaszcze nawet wewnątrz pomieszczeń, a tutaj naturalnie bez skrępowania nago udzielają się towarzysko. Zastanawiałam się jak bardzo tak dostrzętne skrywanie kobiet w ubraniu (silnie propagowane przez rząd jako tradycyjne), jest obce rdzennej kulturze tureckiej. Dlaczego włosy kobiety na ulicy są nieczyste. ale nagość w hamamie naturalna. I ta aura udziela się wszystkim. Bez większego skrępowania nawet ja potrafiłam być (chwilę) nago, oddalając gdzieś wstydliwość na dalszy plan.

Hamam, po 2 godzinach zmęczył nas jednak dostrzętnie. Ostatnim zrywem energii wyszłyśmy.

 

###Więcej o hamamie już wkrótce.