Coś pysznego!


Mieszkałam w Izmirze tylko miesiąc, a upały dały mnie się we znaki, na tyle, by skreślić „upalne lato” z listy ulubieńców. Lipiec był szalenie gorący, bezchmurne niebo i słońce – w nadmiarze. Z niedowierzaniem przysłuchiwałam się zachwytom, że zimny wiart, że pogoda dająca wytchnienie, że to lato, to jedno z najchłodniejszych od lat. I tak szukając wytchnienia to w morzu, to w boskiej klimatyzacji, zdradzono mi sekret idealnego letniego śniadania.

Gdy zaferwowano mi je po raz pierwszy, pomyślałam, że to strasznie dziwna kombinacja. Kawałki słodkiego arbuza i kosteczki słonych serów przygryzane chlebem. Mniam! Spróbowałam raz i mimo upalnego letargu, wróciło moje zainteresowanie otoczeniem. Przyłapałam się nawet na wycieraniu soku z arbuza kawałkami chleba, czekając niecierpliwie, aż wsiąknie, zaróżowiając kromkę. Lekkie, chłodne i soczyste. Aby smakowało naprawdę wyśmienicie, polecam mocne sery, z charakterem (np.dojrzały żółty z Kars), gdyż dobrze komponująją się ze słodyczą arbuza.

Nie trzeba chyba dodawać, że najlepiej, by arbuz był zimny. Słyszałam, że (ponoć) najprościej go słodzić wystawiając na słońce na ziemi (energia i wilgoć pozwala wyrównać temperatury gleby i owoca… ale sami sprawdźcie czy naprawdę działa).

W Turcji, w sezonie arbuzy sprzedawane są na ulicy w wozach, przyczepach, namiotach, w zależności od wyobraźni i możliwości sprzedawcy. I z mojego doświadczenia najsłodsze właśnie się tam znajdzie.  By kupić najsmaczniejszy, konieczne jest dokonanie rytuału oglądu pukania i stukania, jako, że te najdojrzalsze wydawają pusty dzwięk, a przy nacięciu soczyście pękają. A i najsłynniesze z Adany i Diyarbakır. W oby dwóch miastach odbywają się festiwale arbuzowe.

Diyarbakır karpuz festivali:

Każdy zapewne zna polskie powiedzenie za darmo umarło. Otóż niekoniecznie. Turcy są narodem bardzo gościnnym, godnie przyjmującym gości, hucznie świętującym i to nie tylko w gronie znajomych. Gdy mają powód do radości, jak narodziny dziecka, ślub – najbliższa rodzina piecze ogromną ilość lokma helvası i dzieli się nim na ulicy z przechodnimi. Jeśli cieszyć się, to w szerszym gronie. Lokma też jest rozdawana przy smutniejszych chwilach, np. ku pamięci i oddaniu  szacunku zmarłym. Przachodni składający kondolencje, są częstowani jedzeniem, dzielą się smutkiem, wspierając się. Takie tradycje pozwalają nawiązać głębsze ralacje, szczególnie w małych społecznościach.

¤¤¤

Dzielenie radości, jedzenia, spontaniczne śpiewy i tańce pokazują jak żywa jest kultura, pozbawiona zbędnego poczucia zażenowania lub nietaktu. Nieważne jest czy śpiewasz fatalnie (co jest całkowicie moim przypadkiem) najważniejsze, że się dobrze bawisz. Co zaskakujące, mężczyźni okazują się świetnymi tancerzami, a energiczne tańczenie (poruszając biodrami i ramionami jak w tańcu „brzucha”)  w męskim towarzystwie nie ujmuje im męskości(?!). O tańcach jeszcze szerzej napiszę, bo to kolejna długa historia. Ale wróćmy do jedzenia.

Lokma helvası, o której mowa, to prosty deser. Smaczny, ale szalenie kaloryczny:)  Jest to jedna z wielu odmian helva czyli naszej hałwy.

Jeśli chcecie sprówać ugotować w domu, oto przepis (4 porcje):

  • 4 szklanki mąki,
  • 1 jajko,
  • 1 – 1,5 szklanki ciepłej wody,
  • drożdże,
  • sól,
  • olej do smażenia,
  • Sos/zalewa: 3 szklanki cukru, 2 szklanki wody, sok z pął cytryny.

Sposób wykonania:

  1. Wymieszaj mąkę z jajkiem, drożdżami i wodą na gęste ciaso. Trochę wyrób je ugniatając i odstaw na ok. 20 min. w ciepłym miejscu, by ciasto urosło.
  2. Podgrzej olej.
  3. Smaż na głębokim oleju kawałek po kawałku tak jak na filmie.
  4. Rozpuść cukier w gorącej wodzie, dodaj cytrynę.
  5. Usmażone lokma zamocz w ciepłej zalewie.

Lokma jest tak smaczna i prosta w przyrządzeniu jak kaloryczna… niestety:)

Zobaczcie sami jak uzyskać najłatwiej prawidłowy kształt lokmy w filmiku poniżej (to pierwsze to jest tulumba, jedyna różnica to właściwie kształt i przeznaczenie (kontekts serwowania) co już jest powodem do zmiany nazwy, stąd też ogromna różnorodność kebabów, surówek itd. Sprytne nie?:).

I lokmaci, czyli mistrz lokmy (przewija się między wywiadem z grupą muzyczną):

(Etli) Kuru Fasulye, czyli biała fasola (z mięsem) w sosie pomidorowym.

Jedno z najbardziej popularnych, a może właściwiej rzec pospolitych dań tureckiego stołu. Tak jak döner’y i kebap’y (kebap zamienia się w kebabı gdy chcemy określić, np. adana kebabı) królują na ulicy. Oczywiście niedłącznie z kuru fasulye podawany jest pilav i jogurt i tak też najlepiej smakuje.

Najsamczniej, najzdrowiej i najszybciej przyrządza się je w garnku ciśnieniowym. W Turcji każda szanująca się Pani Domu taki garnek posiada (:

Składniki:

  • 2 szklanki białej fasoli,
  • 300 gr. owczego mięsa  lub cielęciny z kością (jak wiadomo w Turcji wieprzowina jest (zabronionym) rarytasem, inne mięsa w Polsce drogie, tutaj maję bardzo przystępne ceny. Jeśli chcecie wegetarianńską wersję, zamiast mięsa dajcie kostkę warzywną – smakuje równie dobrze:),
  • 3 łyżki oleju,
  • 3 cebule, 2 łyżki czosnku,
  • 2 zielone ostre papryczki (sivri biber),
  • 2 pomidry lub pół łyżki przecieru pomidorowego,
  • sól i cukier.

Sposób przyrządzenia:

  1. Dzień przed planowanym gotowaniem zalej fasolę w wodzie.
  2. Następnego dnia ugotuj je na półmiękko w dużej ilości wody.
  3. Podsmaż mięso, drobno pokrajaną cebulę, czosnek, paprykę w oleju. Dodaj starte pomidory lub przecier. Wymieszaj z fasolą. Dodaj 2 szklanki wody (tak żeby nieznacznie przykryła fasolę).
  4. Dodaj cukier, pieprz.
  5. W przypadku gotowania w garnku ciśnieniowym, szczelnie zamknij naczynie i gotuj na małym ogniu przez 10 min. Potem wypuść powietrze, dodaj sól i na jeszcze 10 minut zamknij i gotuj.
  6. W przypadku gotowania w zwykłym garnku, gotuj na małym ogniu pod przykrywką,  od czasu do czasu dodając wodę. Na 5 min. rzed zakończeniem gotwania dodaj sól (opóźnia ona proces gotowania, dlatego najlepiej jest ją dodać na końcu).
  7. Podawaj na gorąco z pilavem i jugurtem.
  8. Smaczengo(:

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jeśli miałabym napisać co lubię najbardziej, to obok lata i wygrzewania się na słońcu, na pewno byłyby midye dolmalar czyli faszerowane malże! İm świeższe tym lepsze, więc najsmaczniejsze są tylko nad morzem. İ tam najlepiej smakują. İ tam najłatwiej je znaleść. Przy każdej nadmorskiej promenadzie znajdzie się Midyeci (sprzedawca midye) ze swoim małym stoliczkiem,wielką tacą małży i cytryn, krzykiem co jakiś czas zachęcający do kupna. Czasami zdarzają się chłopcy, którzy chodzą po promenadzie lub plaży szukając klientow… znalazłszy glodnych, rozkładają stoliczek i w szybkim tempie otwierają małże serwując je na talerzu. Pycha! Bardzo mi tego brak… w Eskişehir midye nie pachną, nie smakują już tak intensywnie morzem i są kilka razy droższe… (w İzmirze 1 midye kupi się już za 30 gr , w Eskişehir za 1 zl i to szalenie małe). Postarałam się znaleść przepis na midye, choć przyznam się szczerze, ja zawsze jem gotowe i najlepiej nad morzem:)

Składniki:

  • 25 sztuk dużych czarnych małż w muszlach,
  • 1 szklanka ryżu (na każdą ostrygę przypada jedna łyzeczka ryżu),
  • pół szklanki oleju,
  • 3 cebule,
  • pół lyżki orzechów pinon oraz suszonych czarnych porzeczek,
  • 6-7 ”gałązek” pietruszki i kopru,
  • 1/3 łyżeczki suszonej mięty, soli i cukru,
  • troszkę cynamonu, pieprzu, pimentu,
  • pół cytryny.

Sposób przygotowania:

  1. Małże mocno posyp solą i odczekaj 2 godziny.
  2. Drobno pokrajaną cebulę, koperek, pietruszkę, cam podsmaż w oleju na małym ogniu. Dodaj umyty ryż.
  3. Dolej 1 szklankę wody i smaż pod przykryciem, aż wyparuje. Zdejmij z ognia. Następnie odczekaj 10-15 min.
  4. Dodaj mięte, sól, cukier, cynamon, porzeczki, pieprz, piment i sok z cytryny. Wymieszaj i odstaw.
  5. Wyczyszczone, dokładnie umyte muszle małż otwórz nożem. Następnie należy wypłukać wnętrze, wyciąć niejadalne partie przypominające ”piórka”.
  6. Tak oczyszczone małże nadają się do wypełnienia farszem wcześniej przygotowanym.
  7. Wypełnione farszem małże układamy w garnku, następnie przykryj je ciężką metalową przykrywką tak, żeby pod jej ciężarem w trakcie gotowania małże ponownie sie zamknęły. Dodaj szklankę wody i gotuj na średnim ogniu, aż woda wyparuje.
  8. Następnie dodaj filiżankę ekspresso (ok 5-6 łyżek) białego wina. Gotuj jeszcze 5-10 min. Nie zdejmuj pokrywki, odczekaj aż ostygną.
  9. Serwuj otwrte tak jak na zdjeciu (podsuwając jedną muszlę miedzy drugą a farsz. Muszla ta będzie służyła nam jako łyżka). Najlepiej smakują skropione cytryną.
  10. Smacznego!
  11. Ważne jeśli kupujecie swieże małże – tuż przed gotowaniem muszą być żywe (jak delikatnie otworzycie muszle powinny się poruszyć)!

 

Jak zwykle wieczorem siedzimy wspólnie przed telewizorem, właśnie są reklamy… ja pakuję moje książki i wypełniam już setną lukę w ćwiczeniach gramatyki, wpisując poraz kolejny -mişim, -miştir, -miş i inne misie, Songül głęboko zaczyna się zastanawiać.

Kuşum (mój ptaszku) co jutro gotujemy…? no nie wiem…. A co powiesz na zupę jogurtową?

Zupa jogurtowa  – yoğurt çorbası to świetny pomysł!

Niesłychanie prosta, jedynym problemem może tylko być zakupienie odpowiedniego jogurtu, by się udało (spróbujcie te greckie lub zott. Turecki jogurt jest troszkę inny od polskiego).

Skladniki:

  • mała miseczka jogurtu (albo jedno opakowanie 400g),
  • 1 jajko,
  • 1 łyżka mąki,
  • 1 l wody (tak by zupa była płynna),
  • kostka rosołowa,
  • 3 łyżki ryżu,
  • sól, sucha mięta, olej i ususzona zmielona ostra papryka.

Rozrabiamy mąkę w zimnej wodzie z jajkiem i jogurtem (jeśli zaczniecie z mała ilością wody to nie będziecie mieli grudek). Gotujemy na małym ogniu, nieustannie mieszając. Dodajemy ryż i gotujemy, aż on nie zmięknie. W razie gdy zupa wyjdzie nam za gęsta  dodać wody i ponownie zagotować, jeśli będzie za płynna, pogotować chwilkę dłużej.

Serwowawać na zimno lub gorąco, z cytryną.

Na zdjęciu dodatkowo haşhaş ekmeği, o którym innnym razem…

Mam wspaniałe wieści dla fanów gotowania! Od kilkunastu dni mieszkam w Ankarze, u rodziny mojego znajomego, Durana. Otórz jego mama Songul jest mistrzynią gotowania, z pasją i oddaniem poświęca całe popołudnia na stworzenie kolejnych dzieł. Także ja, potulnie i wiernie, z aparatem w ręku, o pustym żołądku i cieknącej ślince, pełna pożądania, robię zdjęcia, po czym rzucam się na coraz to nowe potrawy!!! Jeśli zdjęcia są kiepskie, bardzo mi przykro, ale dłużej czekać nie potrafię, na głodniaka nie pracuję!:) Także nowe przepisy ruszają z jutra rana… :)

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Sahlep na zimne dni

Na zimne zimowe poranki popołudnia i wieczory gorąco polecam rozgrzewający salep (tur. sahlep, arabs. سحلب saḥlab, azer. səhləb). Jest to napój przyrządzany ze sproszkowanych bulw storczyka meskiego ugotowanych z mlekiem. Posiada charakterystyczny korzenny smak i aromat, doskonale komponujący się z mlekiem i cukrem. Często doprawiany cynamonem. Spokałam się z zaleceniami dodania skórki cytryny, aczkolwiek sama nie sprobowałam (jeszcze).  Proszek salepowy dodaje sie takze do budyniu, lodów. Z racji na rozgrzewające właściwosci storczyka, polecano salep małżeństwom chwilowo oziębłym. Także drodzy Panowie i Panie w sytuacjach trudnych, przed ostatecznymi rozwiązaniami proszę sprobować kurację salepową!!!

Wraz z pierwszymi przymrozkami (proszę zważyć na względność pojęcia zimno, zima zimie nie równa:) w kawiarniach, restauracjach pojawiają się wielkie metalowe samowary, w których sporządza się i przetrzymuje salep. Mała filiżaneczka nigdy nie zaszkodzi (chociaż w moim przypadku gł. ze względu na smak, niz wyziębienie… bo ciężko temp. +5st C nazwać zimną), szczególnie, że salep zrobiony profesjonlnie jest nieporownanie lepszy od tego z torebki.

Co zaskakujące, salep, a właściwie napoje podobne do salepu, były znane juz w starożytnym Rzymie pod nazwą satyrion i priapiscus. Upowszechnił się początkowo w Turcji i na Bliskim Wschodzie, a następnie także w krajach Europy Zachodniej, zanim upowszechniła się kawa i herbata! Napój był popularny w XVII i XVIII w. w Anglii – niejaki dr Percival zalecał, aby dodawać proszku salepowego zamiast cukru do pieczenia słodkiego pieczywa. W Anglii podawano salep (saloop) aromatyzowany kwiatem pomarańczy i wodą różaną. Sprzedawcy salepu byli powszechnym zjawiskiem w chłodne dni zarówno na ulicach Londynu, jak i Stambułu. Aytoun Ellis w swojej Historii kawiarni określa salep mianem kawy dla ubogich, cenionej przez tych, dla których cena filiżanki kawy była zbyt wysoka[3]. Kiedyś za najbardziej aromatyczny uważano salep przygotowywany z dzikich storczyków, z czasem zaczęły dominować storczyki uprawiane. Szczególnie ceniono salep pochodzący z regionu Kahramanmaraş w Turcji, wyróżniający się specyficznym aromatem.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Çay

Do śniadania, obok simit (o którym była mowa wcześniej), koniecznie Çay, czyli herbata. Turecka herbata jest o wiele mocniejsza od polskiej. Gotuje się ją w specjlnych czajnikach podwójnych: u dołu gotuje wodę, u góry praży esensję na parze.

Najlepsza jest po 20 minutach prażenia. Można dodać jeszcze liści zielonej herbaty lub Earl Grey do smaku, jako aromat. Çay można kupić wszędzie, zawsze dobry i zawsze tani. Serwowany w specjalnych szklaneczkach (patrz zdjęcie), czasami przyniesiony na tacach (zdjęcie). Jeśli ma się szcęście, kelner popisze się iście akrobackimi umiejętnościami obracając tacę dookloła jej osi. Piciu herbaty często towarzyszy tavla, czyli turecka gra zwana też backgammon lub tryktrak z polskiego. O niej może później…

W miastach i nawet najmniejszych wioskach są tzw. herbaciarnie, miejsce spotkań mężczyzn, gdzie kobiety raczej nie wstępują. Miejsce jasne, skromne o białych śnianach i prostych stołach z grami i nargile. Kıraathane, bo o nich mowa, z zasady są dostępne dla wszystkich, przyjęło się, że jednak kobiety tam nie chodzą.

ps. Szczęśliwie powracam z przerwy świąteczno – noworocznej spędzone w ciepłym i przytulnym rodzinnym zakątku:) Do zaczytania się częście na nowy 2011 rok, Mutlu Yillar!!!!

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Kawa po Turecku.

Turecka kawa i sposób jej zaparzania zdecydowanie różni się od polskiej kawy po turecku. Przede wszystkim, idziemy na łatwiznę, zalewając ją wrzątkiem. Turcy gotują drobdo zmieloną kawę w małaym metalowy rondelku (o określonym kształcie) z cukrem. Przystępując do zrobienia kawy, odmierza się dokładną ilość dowy (w małych filiżankach do kawy) i kawy (łyżeczka, dwie, w zależności od tego czy chce się mocną czy słabą.). Gotuje się ją na małym ogniu, aż pianka podniesie się i prawie wyleje… Sztuka gotowania kawy jest trudną, jeszcze babcie musiały pochwilić się mistrzostwem tej sztuki przed zamążpójściem.

Kawa turecka jest bardzo mocna, pewnie dlatego zawsze serwowana w małych filiżankach (jak ekspresso, ale innego kształtu) i ze szklanką wody. Wygląda niezwykle apetycznie: czarna z okazałą pianką. Pachnie intensywnie i zachęcająco. W smaku gorzka, dodanego cukru się nie czuje. Po wypiciu, jak przestygnie, wróży się z fusów (bardziej kawowego „mułu”). Przykrywa się filiżankę spodkiem i obraca do góry nogami i chwilę czeka. Fusy spływają na spodek, zostawiając na czerepie porcelany troszkę fusów z prążkami i korytkami (wygląda jak zebra). Właśnie kompozycja, kształt, jakość tych linii i ich częstotliwość pozwalają zobaczyć przyszłość osoby, która wypiła kawę. Dla tych z wyobraźnią to doskonała zabawa, no chyba, że się sportka prawdziwą kawową wróżbitkę!

Warto zwrócić uwagę, że same filiżnaki to prawdziwe dzieła sztuki. Polcelanowe, leciutkie, zdobione ornamentyką typową dla Anatolii: powtarzalne kompozycje roślinne, z dominacją tulipanu, zgeometryzywoane wicie roślinne, przewaga kolorów niebieskiego, czerwonego i zielonego, czasem kiligrafia „hat” (co to innym razem). Zresztą zobaczcie zdjęcia.

Następna strona »